Bajka „Kim jest Ako?”

KIM JEST AKO?
ROZDZIAŁ I
ADA I ADI

Na osiedlu zwyczajnych domków żył sobie chłopiec o imieniu Adam, nazywany wśród rodziny i przyjaciół Adi. Chociaż był dopiero dziewięciolatkiem, już miał trudne zadanie do wykonania. Każdego ranka musiał opowiedzieć młodszej siostrze taką bajkę, która sprawiłaby, że Ada zapomni o smutku rozstania z bliskimi oraz swoimi zabawkami. Rodzice dzieci pracowali, więc dziewczynka chodziła do przedszkola. Czteroletnia siostrzyczka nie słuchała z uwagą opowieści nikogo innego niż brat, chociaż Adiego próbowali wyręczać : „Bardzo Zajęta Mama”, „Często Wyjeżdżający Tata”, a także „Pani Ko”, czyli kolejna, zatrudniona do odwożenia Ady, opiekunka. Pewnego ranka, kiedy mama już pojechała do pracy, tata był w delegacji, Pani Ko przyszła w wyjątkowo złym humorze i postanowiła, że oduczy Adelkę słuchania porannych historii, bo kto to widział, żeby opowiadać bajki na dzień dobry, co tylko opóźnia wyjście z domu i niepotrzebnie zabiera chłopcu czas. Jednak Adi wcale nie czuł się obciążony tym obowiązkiem, przeciwnie, bardzo lubił wymyślać przygody, które zaintrygowałyby siostrę. Kiedy zobaczył smutną minę dziewczynki i łzy w jej oczach, postanowił nie pozwolić opiekunce na wprowadzenie nowych porządków. Udał, że nie słyszy co mówi Ko i zaczął swoją opowieść:
Czytaj dalej Bajka „Kim jest Ako?”

Laboratoria czasu

Zegar atomowy

niemal okiełznał czas

został subtelnym łowcą elektronów

w zimnej fontannie cezu

cóż z tego że myli się

tylko raz na paredziesiąt

milionów lat

skoro własnie tych

zgubionych sekund

może zabraknąć

komuś

do życia

Dla Anny Świrszczyńskiej

Twoje serce

Zegar, który śpieszy

Sto dwadzieścia uderzeń

Choć minuta jeszcze trwa

Na łące pełnej świerszczy

Czas nie co dzień

Tak głośno koncert gra

Zanim cisza przed burzą

Krzyczący kolor

Zetrze z warg

Bierzesz haust szczęścia

Niech wciąż brzmi

Tętno traw

Czasami

Czasami rozmawiam z nimi

Poetami, którzy odeszli

Bo któż, jak nie oni

Zrozumie trudy ciągłego

Przyszywania guzików codzienności

Igła ironii kaleczy palce

A stamtąd, skąd powinna

Biec mocna nić

Wielbłąd łypie okiem

W moich dłoniach materia

Tak podatna na rozdarcie

I wciąż niepozapinana

Budzi niepokój

Śledzę wykroje twarzy innych

Dokumentację ich uśmiechów

W tle maszeruje terakotowa armia

Palmy kołysze egzotyczny wiatr

Przepaść jest o krok

A oni niewzruszeni

Jakby przeszyci

Maszynowym szwem