Nieśmiałość drzew

Znam to milczenie, jest jak mróz,

jak on iskrzy, rozcina białe koperty,

ze słów usypuje głębokie zaspy.

Unika podawania ręki, nigdy nie czyta listów,

tłumacząc się nieśmiałością.

 

Jak u drzew, tak gościnnych dla ptaków,

siebie trzymających na dystans.

 

Kto policzy  ile haustów

zaczerpnęłam już z zielonych filiżanek,

skalkuluje, czy to starczy by przetrwać,

nadchodzącą zimę.

 

Wciąż, w bliżej nieokreśloną przyszłość,

odsunięto narodziny wiosny.

Wszak nas na nią nie stać.

 

W takim razie możemy pominąć także i lato.

Ono było świadkiem jednego z największych

rozczarowań mojego dzieciństwa,

autorstwa chabru bławatka,

zapylanego przy pomocy motyli, rozsiewanego przez mrówki i wiatr,

kiedy to jego dwadzieścia cztery chromosomy okazały się

przepisem na chwast.

 

Tymczasem za pasem jesień,

na nią kładzie się nacisk, ją poważa.

To pora robienia zapasów,

cerowania liści, sznurowania ust.

Niezapisywania każdego kroku w chmurze,

z uwagi na zagrożenie

w i e t r z n o ś c i ą.

Licencja

Za jedyne 49,90 PLN możesz stać się
właścicielem „Autoportretu w futrze.”
200 igieł utka, z precyzją godną mistrza,
twarz Dürera w formie skarpet
z domieszką elastanu.

Poranna kawa przypomni ci,
że nic dwa razy się nie zdarzy.
Wszystko dzięki białemu kubkowi z dużym uchem.
Bawełniana torba z cytatem Szymborskiej
sprawdzi się w drodze po zakupy.

W malinowym chruśniaku
znajdziesz się w mig.
Wystarczy zapalić świecę zapachową.
Płonie nawet do czterdziestu godzin,
ku pamięci wiersza Leśmiana.

Jak chcesz rzucić się w odmęty,
to tylko w szortach do kąpieli
z nadrukiem „Ogrodu Rozkoszy Ziemskich”
Jheronimusa Boscha,
(ponoć materiał nigdy nie blaknie).

A ja tym wierszem
odbieram wam, kimkolwiek jesteście,
licencję na zabijanie

Sz t u k i.

 

A Ja Urojona

Utwór wyróżniony w konkursie wydawnictwa „Papierowy Motyl”.

A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
     urojona aż do krwi. „ …
                                                                                 Wisława Szymborska

Jedna piąta sekundy wystarczyła do zakochania.
Potem ubierałam cię w słowa,
ty rozbierałeś mnie niecierpliwie.
Przestrzeń do życia zamknęliśmy w uścisku.
Posiadacze jednego łóżka, okna bez widoku,
z drżącymi szybami, przez które napływało
światło księżyca, omywające stopy, nanoszące muszle,
sypiące bursztynowy piasek w oczy.

Nie mogłam zasnąć.
Pilnowałam twoich butów, zostawionych na brzegu.
Czekałam, aż się obudzisz.
Znów narysujesz dla mnie dzień.

Lubię jak o świcie,
w nieważkości wciąż płyniemy,
odwróceni plecami do ziemi.

Pamiętaj by jutro przynieść pęk piwonii,
żebym mogła wykąpać się w ich zapachu.
Ja dla ciebie przygnę najcięższą gałąź w jabłoniowym sadzie,
gdzie palce jesieni już dotykają naszych głów.

Ja jestem urojona, czysta jak liczba.
Ty – ostoja rzeczywistości.
Co zrobisz beze mnie, gdy napotkasz
nierozwiązywalne równanie?

Nie chcę patrzeć, jak osobno płyniemy,
nie trzymając się za ręce, ku ziemi.

Tomik zawierający wiersz można kupić tutaj: https://papierowymotyl.pl/sklep/koty-w-butach-i-inne-wiersze-o-milosci/

Lirydy

Może zdążę napisać o wiośnie

nim zszarzeją trawy

opustoszeją gniazda

umilkną zmęczone skowronki

Ujawniam swoje liryczne ja wpatrzone w niebo

W dzień skrzydła sójki kradną światłu błękit

otwierając na oścież okno w chmurach

Kwietniowe noce rozświetla agonia Lirydów

w mezosferze znajdują swój kres a przecież

ciężkie od marzeń powinny opaść na ziemię

Tu wciąż  biega wiosna

strąca kwiaty nie bacząc na leniwe chrząszcze

co na czas nie zapyliły magnolii

maluje obrazy i natychmiast je drze

zanim nasycę się widokiem już ich nie ma

W czereśniowym  sadzie cisza

ściągnięty welon porwał wiatr

Korytarz

Jest wąski bez okien z za niskim sufitem
Wypełnia go światło jarzeniówek i ludzie
Co stoją w kolejce do przemijania
Dobrze że jeszcze chwilę temu byłam na słońcu
Prześwietliło moje palce potwierdzając
Obecność krwinek czerwonych

w co można zwątpić patrząc na kolor twarzy

Stoję bo miejsca siedzące zajęte
Przez tych co przyszli przed ósmą

przed ósmą to ja jeszcze spałam
śniło mi się że wyłaniam
rzeczy niemożliwe
z wierszy białych

Teraz próbuję wydobyć z pamięci
Zapach lasu ale to szum morza
Natrętnie poleca swe usługi
Jako uznany niwelator stresu

niestety…..

– Halo! Przepraszam!
– Czy pani jest ostatnia?

Cóż mogę odpowiedzieć
Gdy nie wiem
Które miejsce zajmuję
W kolejce do przemijania
Kto jest przede mną
I czy za mną będzie
Pytająca w kurtce
Koloru chabrowego

Sen

Aktualizacja pamięci

Z uwzględnieniem

Zawartości kosza

Stare czasy

To były czasy, gdy jeszcze drukowano wiersze! Oto mój debiut tzw. lokalny, bo ogólnopolski miał miejsce w 1991 w „Integracjach”.

 

Wiersz nieswój

Jak to jest

Nie zacisnąć na czas powiek

Znów mierzyć noc bezsennym wzrokiem

 

Wciąż jesteś nie swoja

Miejsce u szczytu stołu nie dla ciebie

Masz oczy nienawykłe do mocnego światła

 

Wróć do cienia

Tam wszyscy wolą widzieć

Tych co są nieswoi

 

Siedź grzecznie z boku i patrz

Jak toczy się życie

O smaku własnoręcznie wyciskanych soków

Zgodnych z porami roku

Pigwowych nalewek

Wyklarowanych snami

 

Podczas gdy ty

Nadużywasz  słów

Wypowiadanych nie w porę

Wypełniasz nimi

Kolejny niechciany wiersz

Wciąż pozostając nie swoja

 

 

 

Copyright © Jadwiga Gala 2002-2024